Dobre złego początki, czyli... wypalenie zawodowe w 5 aktach

December 12, 2017

Pamiętam, jak wstawałam codziennie o 5 rano, żeby dać sobie maksymalny wycisk

na siłowni — żeby poczuć coś czysto fizycznego — zmęczenie, ból, oddech — żeby poczuć, że żyję.
Pamiętam taki zimowy bardzo wczesny poranek, kiedy jadąc do pracy swoim czarnym „miniakiem”, zastanawiałam się, czy czasem nie lepiej byłoby, gdyby delikatnie stuknął mnie jakiś tir. „Szkoda samochodu”, „a gdyby stało mi się coś naprawdę poważnego, to nie chciałabym, żeby moi najbliżsi cierpieli”.
Pamiętam, jak jednego dnia wybiegłam z płaczem z tramwaju, bo nie byłam w stanie znieść ogarniającego mnie zewsząd ściśniętego jak korniszony w słoiku tłumu

i lasu rąk dookoła.

To była faza 5. Faza 5 wypalenia zawodowego.


5 faza nie przebiera w środkach, nie bierze jeńców, 5 faza wyniszcza. Bezlitośnie wyniszcza. Wyniszcza ciebie i osoby, które są najbliżej. Robi z ciebie pustą w środku wydmuszkę.

Pustą w środku, nieumiejącą dostrzec sensu bycia, wszystkiego dookoła.

Ale od początku. Opowiem Ci o fazach wypalenia zawodowego, przez które wzorcowo przeszłam. Nazywam je tu aktami, bo całość przypomina sztukę w teatrze. Sztukę, w której jesteś jedynym aktorem, który ma kilku lub wielu obserwatorów, którzy widzą, co się dzieje, ale nie wiedzą co zrobić, żeby Cię z tej czarnej dziury wyciągnąć.

Akt 1 - „faza fizyczna”

W tym akcie twoje własne ciało staje się twoją przeszkodą. Pamiętam te poranki, kiedy nie miałam siły wstać z łóżka, czułam okropne zmęczenie, miałam wrażenie, że rozkłada mnie jakieś choróbsko. W fazie 1 ponoć częściej sobie pobłażamy: w jedzeniu, alkoholu, śnie. Ja tego nie doświadczyłam. Wręcz przeciwnie, nie mogłam spać — budziłam się w środku nocy i często nie mogłam zasnąć do tej 5, o której biegłam na siłownię. Mój dzień przypominał wtedy całkiem niezłą zajawkę filmu o zombie.
W akcie 1 zajadałam za to stres i emocje. Za każdym razem, jak pojawiało się napięcia, po prostu musiałam coś zjeść — cokolwiek — płatki kukurydziane czy musli na sucho, cukierki z szuflady, którymi ktoś częstował na imieniny, a których tak naprawdę nie lubię.

Akt 2 „faza społeczna”

W tym akcie zaczynają pojawiać się problemy w związkach, w relacjach. Z drugiej strony, to raczej oczywiste, skoro stajesz się osobą, której wiecznie coś nie pasuje, która non stop narzeka

i ma o wszystko pretensje. Który facet by to wytrzymał ? (mój wytrzymał, do tej pory nie wiem jakim cudem). W akcie 2 relacje — zamiast nas doładowywać, odbierają nam energię,

więc unikasz ich jak ognia. Pamiętam jak trudne były dla mnie wypady ze znajomymi, kiedy wydawało mi się, że nie mam kompletnie nic do powiedzenia, do zaoferowania i chciałam być jak najdalej od ludzi, z którymi przecież tak kiedyś lubiłam przebywać.

Akt 3 ” faza intelektualna”

Ja akt 3 nazywam pieszczotliwie wstępną fazą wydmuszki. To czas, kiedy decyzje,

których podejmowanie nie sprawiało Ci kiedyś najmniejszego problemu, stają się przeszkodą

nie do przeskoczenia. Kiedy ogromną trudność sprawia Ci rozwiązanie problemu, który wiesz,

że kiedyś był dla ciebie błahostką. Akt 3 to czas, kiedy jedyne, co jesteś w stanie robić po przyjściu z pracy to tępe patrzenie się w telewizor, bo nie jesteś w stanie przeczytać kilku stron książki,

którą właśnie sobie kupiłaś, żeby oderwać się od pracy i zrelaksować. Dokładnie pamiętam,
jak myślałam, że dzieje mi się coś z oczami, bo literki latały, a zdania przypominały pełzające na kartce wężyki.

Akt 4 „faza emocjonalna”

To czas, kiedy czujesz, jakby twoje emocje były uprane w 40 stopniach (i to w proszku
do białego, zamiast do koloru) i porządnie odwirowane
. To czas, kiedy przestaje cię cokolwiek interesować i masz poczucie, że każdy tylko czegoś od ciebie chce i wymaga. Odnosisz wrażenie, że uciekasz, a inni jeszcze szybciej cię gonią. Stajesz się ofiarą uciekającą przed oprawcami. Wszyscy czegoś chcą, o coś pytają, a ty przecież nie wiesz co im odpowiedzieć,
bo w głowie masz jedną wielką pustkę. To moment, kiedy nie jesteś w stanie dać z siebie wsparcia dla innych, bo brakuje Ci na to siły i swojej własnej wewnętrznej pojemności.
Ja w akcie 4, uciekając od najbliższych mi osób, szukałam schronienia w kupowaniu kolejnych, podobnych do siebie jak dwie krople wody bluzek, kolczyków i innych pierdoł, które nie były mi do niczego potrzebne, a jednak dawały chwilową radość i ucieczkę przed złym światem.

Akt 5 „faza duchowa”

To moment, kiedy stajesz się wydmuszką z krwi i kości. Kiedy twoje wartości zamazują się
i nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że nie wiesz, co jest dla ciebie ważne. To czas, kiedy zaangażowanie się w cokolwiek graniczy z cudem. Wiesz, co ja pamiętam z tego aktu? Głosy
i sygnały, które zamiast do mnie docierać, odbijały się. Tak jakbyś chciała coś zobaczyć, usłyszeć, a to byłoby ukryte za grubą i dźwiękoszczelną szybą.
To czas, kiedy idziesz na morderczy trening, żeby poczuć cokolwiek, kiedy zastanawiasz się,

jak to by było, gdyby w drodze do pracy stuknął cię tir i kiedy uciekasz z płaczem z tramwaju.

Akt 5 to czas na zmiany! I to szybkie, a czasem bardzo radykalne i trudne, bo będąc na tym etapie, do depresji jest wcale nie taka daleka droga, a wyjście z niej to trudna i długoterminowa praca.

A teraz? Teraz jestem mojemu wypaleniu… wdzięczna. Tak, wiem, brzmi to absurdalnie. Jednak gdyby nie ono, nigdy nie zmieniłabym swojego życia. Nie miałabym odwagi, żeby je zmienić! Tkwiłabym w pracy, która nie jest „moja” i robiłabym do tej pory to, czego oczekują ode mnie inni ludzie.

 

Pamiętaj - nigdy nie jest za późno na zmiany. To nieprawda, że jesteś za stara, że masz za duży tyłek, to nieprawda, że nic nie da się zrobić. Da się.

 

Źródło: 5 faz wypalenia zawodowego określił Randy Kunkel, który stwierdził, że cechy jednej fazy przechodzą do kolejnej, gdzie nakładają się na nie następne.

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

58 rzeczy, których prawdopodobnie o mnie nie wiesz (i możliwe, że nie chcesz wiedzieć...)

March 30, 2018

1/6
Please reload

Ostatnio dodane
Please reload