Ty i te twoje dziwactwa... mówili

 

 

Dzisiejszy wpis nie będzie o o emocjach, nie o wewnętrznym krytyku, a o Hashimoto - o moim Hashimoto - o podstępnym gnojku, który od ponad roku delikatnie uprzykrza mi życie.

 

Zaznaczam, że to, co przeczytasz, to tylko i wyłącznie moje własne doświadczenie
i spostrzeżenia. Kto ma "hashi" dokładnie wie, co to "hashi".
A dla osób, które są nie do końca w temacie, ale mimo wszystko chcą czytać dalej, kilka słów o tym japońsko brzmiącym cudactwie:)
Hashimoto to choroba autoimmunologiczna, w której dochodzi do powstawania przeciwciał, które buntują się przeciwko twojej własnej tarczycy i bezlitośnie ją niszczą.

 

Usłyszałam kiedyś od endokrynologa, że wystarczy, jeśli badanie przeciwciał zrobi się raz - jeśli badanie wykaże, że poziom przeciwciał (anty-TPO i anty-TG)
jest powyżej normy, to oznacza, że masz Hashimoto i nic z już nie możesz z tym zrobić. No możesz siedzieć, wyć do księżyca i... do końca życia łykać hormon (w końcu twoja tarczyca nie śmiga już tak, jak powinna, a przyjmując hormon jeszcze bardziej ją rozleniwisz i ... koło się zamyka).

Wydało mi się to jakoś mało logiczne, coś mi w tym nie pasowało,
coś zgrzytało uporczywie
. A jak coś wydaje mi się nie do końca logiczne,
to muszę to sprawdzić na... własnej skórze, zanim ślepo uwierzę, w tym przypadku endokrynologowi. Bo przecież jak to możliwe, żeby totalnie "olać" przyczynę
i tylko żonglować hormonami, żeby trzymać je w normie?
 

 

Jak to ze mną było? W maju zeszłego roku dowiedziałam się o swoim Hashimoto. To był chyba najgorszy okres w moim życiu jeśli chodzi o samopoczucie. Zupełnie nie miałam, wejście na pierwsze piętro było dla mnie nie lada wyczynem - oblewały mnie poty, a serce waliło jak szalone. I do tego spadki cukru, które powodowały,
że miałam takie momenty, że musiałam zjeść cokolwiek, żeby nie zemdleć.
W sierpniu ponownie zrobiłam badania - poziom przeciwciał jeszcze wzrósł.
Trochę mnie to dobiło, nie ukrywam. Wtedy powiedziałam basta - tak nie może być! To niemożliwe, żeby nie było szansy zająć się przyczyną choroby autoimmunologicznej, która podstępnie dewastuje moją tarczycę i jakoś to wszystko załagodzić. Dużo czytałam, oglądałam i widziałam osoby, których stan zdrowia zdecydowanie się poprawił, dzięki kilku zmianom wprowadzonym w życie. Czytałam też wypowiedzi lekarzy, który uparcie twierdzili, że nic nie da się zrobić.

 

Dziś - po roku - mogę powiedzieć - da się! I mam tego dowód na własnej skórze. Czuję się rewelacyjnie i gdyby nie wyniki badań, w tym momencie w życiu bym
nie przypuszczała, że mogę mieć jakiekolwiek kłopoty z tarczycą.

 

Nie, nie będę Ci teraz zachwalać preparatów "cud", które powodują ozdrowienie, bo takie nie istnieją. To nie ja! Powiem Ci za to, co takiego zrobiłam, a nóż zadziała to też u ciebie. W jednym zdaniu - przeszłam na dietę paleo i stres ograniczyłam do minimum (pewnie, że czasem się stresuję, ale teraz dużo zdrowiej, normalniej.

Tyle. Koniec. Kropka.

 

A teraz odrobinę więcej szczegółów:

 

✔️ całkowicie odstawiłam gluten (darowałam sobie też bezglutenowe pieczywo niewiadomego pochodzenia i rożne bezglutenowe papki do pieczenia chleba),

✔️odstawiłam żywność przetworzoną,

✔️odstawiłam nabiał (zdarza mi się zjeść ser kozi albo owczy), a do kawy używam tylko mleka kokosowego (takiego bez "E" i dodatków),

✔️odstawiłam cukier (ja akurat od dawna piję kawę bez cukru i nigdy jakoś nie ciągnęło mnie do słodyczy, więc nie było to zbyt trudne (wiem, że ksylitol świetnie się sprawdza do słodzenia i serio smakuje jak cukier)

✔️zero śmieciowego jedzenia (ale takie zero - bez ściemy)

 

A i wcześniej zrobiłam test na nietolerancję pokarmową (Food Detective do zrobienia samodzielnie w domu), żeby wiedzieć co na pewno mogę jeść (np. możesz mieć nietolerancję pokarmową na jajka, a w diecie paleo je się ich sporo).

 

✔️ małymi krokami szłam w kierunku większego spokoju - wewnętrznego wyciszenia - otaczało mnie sporo relaksacyjnej muzyki, sporo medytacji, mało horrorów i politycznych sporów

✔️ mocno odpuściłam (wszystko!)

✔️ mniej i spokojniej trenowałam (nadmierny wysiłek fizyczny to niemały stres dla organizmu)

✔️ moje sposoby na pracę nad wewnętrznym krytykiem, natrętnymi myślami, przejmowaniem się, które od dawna stosowałam i stosuję do indywidualnej pracy z kobietami, zaczęłam intensywnie przerabiać na sobie

✔️ do tego łykałam suplementy: selen, cynk, witaminy z grupy B, magnez, witaminę D3, ashwagandhę, probiotyki, witaminę E

✔️ a teraz jeszcze na dobre wracam do praktykowania jogi

 

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moje wyniki badań nie są idealne, kawałek im do idealnych, i że będą się z pewnością zmieniać. Jednak teraz cieszę się z tego, co jest i dzielę się z Tobą moim doświadczeniem. Za rok, za dwa może być inaczej, może będę musiała włączyć hormony. Nie wykluczam tego. Póki co dla mnie najważniejsze jest to, że zmniejszyła się liczba małych drani, które bezczelnie rozwalają moją tarczycę. Nadal jest ich zbyt dużo, ale przecież nie od razu Kraków zbudowano.

 

A dla zainteresowanych - dorzucam moje wyniki badań sprzed roku i z wczoraj.

 

Tak na marginesie - kiedy ostatnio badałaś swoją tarczycę?

 

 

 

 

Tutaj zacznij pisanie postu. Możesz dodawać zdjęcia

 

i filmy klikając na powyższe ikony.

Please reload

Wyróżnione posty

58 rzeczy, których prawdopodobnie o mnie nie wiesz (i możliwe, że nie chcesz wiedzieć...)

March 30, 2018

1/6
Please reload

Ostatnio dodane
Please reload