Basta!

 

 

 

 

 

Zazwyczaj pod koniec mijającego roku albo na początku nowego, siadamy, bierzemy kartkę, długopis i robimy podsumowanie. Podsumowanie tego, co było, noworocznych postanowień — niestraconych czterech kilogramów, kursów, na które się nie zapisałaś, nawyków, które do tej pory smutno mrugają do Ciebie okiem z listy „od poniedziałku”, itd, itd. 

 

Nie, nie. Nic mi się nie pomyliło ani Ty nie przespałaś lata. Mamy końcówkę czerwca, a ja piszę to
z pełną świadomością.

 

Ja mówię temu BASTA! I… przychodzę z odsieczą, a właściwie z podsumowaniem, ale takim półrocznym. A dlaczego? A dlatego, że w grudniu albo styczniu można już tylko płakać nad rozlanym mlekiem niezrealizowanych celów, ale za to w czerwcu, kiedy to do końca roku mamy jeszcze kupę czasu… no właśnie…

 

Więc po co to podsumowanie?

 

Po to, żebyś w ogóle przypomniała sobie o swoich celach i postanowieniach na ten rok (hmmm,
co to ja sobie postanawiałam?)

 

Po to, żebyś ponownie przyjrzała się swoim celom, ale tym razem zdecydowanie chłodniejszym okiem (tak, tak — fala motywacyjnego entuzjazmu już dawno opadła)

 

Po to, żebyś te cele zweryfikowała (a może już teraz wiesz, że niektóre z nich są bezsensowne
i nie są ci do niczego potrzebne?)

 

A może niektóre z nich tak naprawdę były celami innych ludzi, a Ty usilnie chciałaś je realizować?

 

A może zbyt wiele z nich było poprzedzone słowem „powinnam”?

 

Tak to już zazwyczaj jest, że samo nic się nie podsumuje. 

 

I z tej okazji mam dla Ciebie dwa zadania (miało być jedno, ale w trakcie zrobiły się dwa).

 

Pierwsze to „koło życia”, ale lekko stuningowane, dzięki któremu spojrzysz na najważniejsze obszary swojego życia, na to, gdzie jesteś, gdzie chcesz być, z lotu ptaka (tak na marginesie, zastanawiałaś się kiedyś jakim ptakiem chciałabyś być, gdybyś w ogóle chciała być ptakiem?)

A drugie, to "kilka pytań do..." (jako etatowa „zadawaczka" pytań, uwielbiam je zadawać,
kto ze mną pracuje, ten wie).

 

 

Zaczniemy przewrotnie — od tej drugiej.

 

No dobrze, powiesz, ale jak przerobić swoje cele na takie moje, na takie do zrealizowania?

Już Ci mówię. Trzeba je delikatnie przeprogramować.

Połączyć je ze swoimi wartościami, swoimi potrzebami i doprawić szczyptą zdrowego egoizmu.

 

 

CEL DO ZREALIZOWANIA
=
mój cel
+ moje wartości
+ moje potrzeby
+ mój zdrowy egoizm

 

 

Mix tych składników to klucz, żeby nie powiedzieć wytrych, do sukcesu.

 

Jak to zrobić? I tu rozpoczyna się nasze pierwsze ćwiczenie - "Kilka pytań do..."

 

Najlepiej będzie, jeśli weźmiesz kartkę, długopis i wszystkie swoje odpowiedzi zapiszesz
(to, co zapisane ma dużo potężniejszą moc, niż to, co pomyślane).

 

Czy to jest cel mój, czy innych ludzi?

 

Dlaczego miałabym w ogóle chcieć zrealizować ten cel?

 

Co mi to da, jeśli zrealizuję ten cel?

 

Co sprawi mi radość podczas realizacji tego celu? 

 

Co sprawi, że będzie mi się w ogóle chciało go realizować?

 

Po czym poznam, że idę do przodu i realizuję swój cel?

 

A co, jeśli będę miała gorszy dzień i dopadnie mnie lenistwo nie do pokonania?

 

Jakie czarne myśli mogą się pojawić na drodze do celu?

 

Co wtedy zrobię?

 

Mam nadzieję, że teraz czujesz się odrobinę lepiej przygotowana, a misja zrealizowania celów stała się Twoją „mission possible”.

 

Sporo tego, prawda? A z doświadczenia wiem, że jak jest czegoś za dużo, to zaczynamy mieć
tego dość:) A ja nie ukrywam - nie chcę, żebyś miała dość czytania tego, co do Ciebie piszę.

Właśnie dlatego „stuningowane koło życia” znajdziesz w kolejnym wpisie - w przyszłym tygodniu.

 

PS. Klikając TUTAJ, w każdej chwili możesz zapisać się na bezpłatną konsultację ze mną
i przekonać się, czy „nie taki diabeł straszny”

 

 

 

 

 

 

Please reload

Wyróżnione posty

58 rzeczy, których prawdopodobnie o mnie nie wiesz (i możliwe, że nie chcesz wiedzieć...)

March 30, 2018

1/6
Please reload

Ostatnio dodane
Please reload